czwartek, 29 września 2016

Sztuka prostoty - recepta na możliwie najpełniejsze życie?

Witajcie!

Ostatnio wspominałam Wam, że obudziła się we mnie potrzeba minimalizmu. Na pewno nie jest to jakaś skrajna jego forma,gdyż za bardzo lubię się otaczać ładnymi przedmiotami. Jednak zapotrzebowanie na gromadzenie rzeczy spadło - w moim odczuciu - diametralnie. Zapewne przyczynił się do tego też syndrom wicia gniazda :D Od kilku tygodni staram się porządkować przestrzeń wokół siebie. Oczyszczać ją  z niepotrzebnych przedmiotów. Bez skrupułów wydaję, wyrzucam i wystawiam na sprzedaż rzeczy, o których nie pamiętałam przez ostanie lata i których w ostatnich miesiącach nie używałam. W ciągu ostatnich kilku dni na nowo odkryłam Sztukę prostoty Dominique Loreau. ( o Sztuce planowania pisałam tutaj)


Autorka od pierwszych kart książki zachęca słowami, że:
 
Prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Przynosi rozwiązanie wielu problemów. (...) Prostota oznacza, że mamy niewiele, by stworzyć miejsce dla spraw najważniejszych. *
 
Niby proste, nawet oczywiste, ale jak z realizacją tego apelu? jak walczyć z przesadą i nadmiarem? Najlepiej zacząć od "Własnego podwórka". Odchudzić siebie, swój dom i otoczenie z nadmiaru przedmiotów.
 
Moim największym - dotychczas - problemem była potrzeba gromadzenia. Mniej ważne czego, ważne aby to było. W razie gdyby... Z czasem doszłam do wniosku, że nie potrzebuję 10 noży, 7 opakowań serwetek obiadowych i 16 świec. Chwilę zajęło, zanim dojrzałam do decyzji, aby pozbyć się części przedmiotów, których w ogóle nie użyłam w przeciągu kilki miesięcy. I dopiero, kiedy tych rzeczy już nie było w naszym domu, uświadomiłam sobie że były one zupełnie niepotrzebne. Najłatwiej było mi pozbyć się nienoszonych ubrań, tekstyliów, które i tak od roku nie były w użyciu, sprzętów kuchennych, zalegąjących w rogu szafek kuchennych. Przy segregowaniu przedmiotów zadawałam sobie tylko jedno pytanie: czy jest to mi potrzebne? Z czasem odpowiedzi nasuwały się błyskawicznie, bez zastanawiania się. I tym sposobem uświadomiłam sobie, że mam stos gazetek kulinarnych, z których i tak nie korzystam, a nie mam jeszcze żadnego albumu z wywołanymi zdjęciami Zosi.

Początek książki to wykładania zasad minimalizmu. Mnóstwo odniesień zwłaszcza do przestrzeni, w której żyjemy, do domu:

Dom powinien być miejscem odpoczynku, źródłem inspiracji, przestrzenią działająca terapeutycznie. (...) Troszcz się o swój dom, sprzątaj go i mieszkaj w nim z szacunkiem, by chronił twój najcenniejszy skarb - ciebie.*

Jestem zwolenniczką i miłośniczką zmian. Napędzają mnie one ku lepszemu.  Zmiany w naszym domu zachodziły powoli, ba! nadal zachodzą! I widzę po sobie, że wyrzucanie, wydawanie czy wystawianie na sprzedaż przedmiotów nie sprawia mi już problemu, nie męczy mnie.  Wręcz przeciwnie! Dodatkowe miejsce w szafie czy w półce cieszy, a pieniądze ze sprzedaży rzeczy pozwalają na nowe, potrzebne inwestycje :)

 
Książka aż krzyczy: wybierz minimalizm! Dziękuję, to nie moja bajka :) Zwłaszcza ten luksusowy i skrajny. Żaden z nich nie przemawia do mnie. Uczciwie nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem rasową minimalistką. Nawet nie chcę nią być. Za bardzo lubię piękne przedmioty, za bardzo kocham zmiany. Teraz jednak jestem o tyle mądrzejsza, że wybieram rzeczy, które mnie nie osaczają, ale cieszą moje oko i sprawiają radość. Na co mi 5 pojedynczych donic w kolorze srebra, skoro i tak tylko dwa storczyki ( z 5!) kwitną? Jednak nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że skromnie umeblowany dom daje więcej swobody ruchu (...) Puste wnętrze daje przebywającym w nim ludziom poczucie, że sprawują  kontrolę nad swoim życiem, ponieważ nie stali się własnością przedmiotów.* Nie przemawia do mnie idea "pustego pokoju". Nie wyobrażam sobie, aby 5 osobowa rodzina mogła pomieścić się w jednej szafce, aby wystarczył im jeden pokój ( z połączenia kilku pomieszczeń, o którym wspomina się w książce). Po pierwsze, ze względu na ekonomię i funkcjonalność, po drugie ze względu na wygodę i komfort bycia i życia. Tak, jak nie zgadzam się z powyższą opinią autorki, tak podpisuję pod stwierdzeniem, aby wybierać rzeczy użyteczne i solidne. Nie raz już przekonałam się, że tańszy zamiennik zwiastował tylko droższą inwestycję. Dlatego też teraz wolę poczekać kilka tygodni dłużej, aby nabyć nową rzecz. Zanim zdecyduję się na zakup, zastanawiam się czy faktycznie jej potrzebuję. Jeżeli przechodzę 54 raz przez pokój i widzę ten przedmiot już u nas, a nie sklepowej półce, wiem że "jednak" jest mi potrzeby. Wtedy szukam opinii w sieci, a potem najkorzystniejszej formy zakupu.


Minimalizm przedstawiony przez Loreau - w moim odczuciu - jest zbyt przesadzony. Ze skrajności w skrajność. Dlatego książkę czytałam z dużą rezerwą i wzmożoną czujnością. Zamiast wielkiego och i ach było raczej zdumienie, a czasami wręcz niedowierzenie. Niektóre framgenty (zwłaszcza o czi - niewidzialnej, życiodajnej energii) w ogóle do mnie nie przemawiały, inne kwestie musiałam przeczytać kilka razy. Zwłaszcza niektóre fragmenty powiały mi absurdem, zaprzeczeniami, np.:

 - Sporządź szczegółową listę wszystkich posiadanych przedmiotów.*

Nie widzę sensu w takowej liście, tym bardziej że jej sporządzenie zajęłoby ogrom czasu.

- W trakcie gotowania miej pod ręką dużo małych ręczników i czystych ścierek.*

Istotnie - multum ściereczek jest swoistym zaprzeczeniem wcześniejszego nawoływania do minimalizowania przedmiotów w swoim otoczeniu.

- Na przykład na każdym piętrze domu powinna się znajdować szafa gospodarcza. *

Patrz jak wyżej :)

- Oliwa nakładana na skórę (najlepiej 1 łyżeczka!) przenika aż do kości, zapobiegając w ten sposób złamaniom.*

Acha... brak komentarza :)

- Nie czuj się zakłopotana, gdy coś dostajesz, ale sama nie dawaj zbyt dużo.*

AAAA chiałabym krzyknąć, a potem opaść z sił. Niepojęte dla mnie.
 

Jednak książka nie przeszła -  w moim postrzeganiu w/w spraw - bez echa. Tak jak wiele aspektów najzwyczajniej w świecie mi z lektury umknęło, ponieważ w moim odczuciu nie mały znaczenia, tak też sporo innych wzięłam sobie do serca.

Gdy porządkujemy nasze otoczenie, wprowadzamy także ład do swojego wnętrza. Każda opróżniona szuflada, każda uporządkowana szafa, każda owocna próba zorganizowania  i uproszczenia naszej egzystencji daje nam na nowo pewność, że kontrolujemy coś w swoim życiu. *

 Lektura książki uświadomiła mi, że wyrosłam z chomikowania rzeczy i gromadzenia ich na zaś. Utwierdziłam się z przekonaniu, że ograniczając jedne rzeczy, nie muszę rezygnować z innych. Staram się kalkulować i kupować świadomie, gdyż nie zawsze cena idzie w parze z jakością, nie w każdym przypadku droższy znaczy lepszy, a czasami mniej znaczy więcej.

Jakie jest Wasze podejście? Jesteście minimalistami czy też maksymalistami?


 
* cytaty pochodzą z książki Sztuka prostoty Dominique Loreau




8 komentarzy:

  1. Ja jestem za minimalizmem, ale póki co jestem pomiędzy :) właśnie porządkuje przestrzeń o czym wiesz :)

    A książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu! trzymam kciuki i mocno kibicuję Twoim poczynaniom! Organizowanie przestrzeni wokół siebie w jakimś stopniu wpływa na zorganizowanie swojego życia na nowo :)

      Usuń
  2. Oliwa rozbawiła mnie najbardziej 😀. Dojrzewam do powyrzucania rzeczy których nie używam, robię postępy, ale daleko mi jeszcze do takiego minimalizmu. Póki co staram się, żeby chociaż było wszystko poukładane. Pozdrawiam ☺masz konto na Instagramie? Iza

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Izo! Masz rację, porządek pozwala na ogarnięcie nawet większej ilości zgromadzonych rzeczy. Tak, jestem też na instagramie :) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Minimalizm jak najbardziej! Ja z racji kilku przeprowadzek W swoim życiu chyba nigdy nie byłam typem zbieracza zawsze przy przeprowadzaniu wyrzucalam dużo rzeczy żeby jak najmniej targac ze sobą 😉 lubię dużą przestrzeń bez zbędnych "gratow "oczywiście zdarza mi się kupić coś pod wpływem chwili coś co później laduje w piwnicy a bo może się kiedyś przyda 😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty zbieracz, ja chomik :D nareszcie z tego wyrosłam, ale tak jak pisałam, mam słabość do pięknych rzeczy :D

      Usuń
  5. Ja niestety mam manię zbierania i najwyższy czas oczyścić przestrzeń. Ale przedmiotów trzymanych z sentymentu nie pozbędę się za nic. Ani pamiątek z podróży czy ulubionych durnostojek tworzących klimat mieszkania. Książkę koniecznie muszę przeczytać, zapisuję sobie tytuł. Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w oczyszczaniu przestrzeni! Mnie pozwoliło to też zmienić myślenie o tym czego potrzebuję, a co jest chwilową zachcianką.

      Pozdrawiam!

      Usuń

W roli głównej suszone pomidory z żurawiną

Witajcie!   Bezapelacyjnie odkryciem ubiegłego miesiąca są suszone pomidory! Nie wiem jak to się stało, ale dopiero kilka tygodni temu,...