wtorek, 18 października 2016

NIe lubię poniedziałków #13

Witajcie!
 
Kolejny poniedziałek za nami. Wietrzny, deszczowy, zimny. W ogóle nie przypominający tej bajkowej ciepłej jesieni z moich wizualizacji. Gdzie te ciepłe dni? Gdzie deszcz spadających liści pełnych kolorów? Po ostrym przymrozku liście z naszego orzecha opadły w ciągu jednej nocy. Zosia nawet nie miała okazji wybawić się w ich ogromnym stosie, bo lało non stop. Nawet w kałużach nie było sposobności pobrodzić, bo wiało tak ostro. Ufam, że przyjdą jeszcze ciepłe dni i będzie okazja nadrobić te zaległości. Jeżeli jednak nie, to mam nadzieję, że te dni miną w błyskawicznym tempie, by nastał w końcu utęskniony czas okołoświąteczny.
 
Poniedziałek zaczęłyśmy dość wcześnie, bo już o 6 rano Dziewczynki były w gotowości. Poranne obowiązki rozciągnęły się w czasie, ponieważ Zosia nie poszła do przedszkola. Za nią infekcja, także zostawiałam ją jeszcze jeden dzień w domu. Lubię te nasze leniwe poranki :) Bez pośpiechu, z chwilą na dłuższe bieganie w szlafrokach.
 
Marysia od rana była niespokojna i bardzo mało spała. Kiedy przyszła pora jej pierwszej 10-minutowej drzemki zabrałam się za zaległe śniadanie. I kawę! Zosia w tym czasie ćwiczyła literki. Pisanie to hit ostatnich dni.


 
Już w weekend zaplanowałam sobie wymianę garderoby Mysi. Nareszcie z rozmiaru 56 wskakujemy w 62 :) Przygotowałam też cieplejsze czapki dla Dziewczynek. I zrobiłam drugą część obiadu.
 
 
 
 
Czas do obiadu upłynął nam na porządkach. Zosia uporządkowała swoje książki i domek dla świnek.
 
 
 
Nadszedł czas deseru, dla wszystkich :)
 
 
I czas na lekturę :) Czyta Zosia :)
 
 
Po południu odwiedziła nas moja Mama. Została z Marysią a my skoczyłyśmy na zakupy spożywcze i pocztę. Wyprawę umilił nam spacer po parku. Zapomniałam telefonu i nie mam zdjęcia Zosinych szaleństw w liściach :D Za to mamy przesyłkę z Minti i cudny bukiet :)

 
 
Kiedy Marysia spała, Zosia kolorowała a ja zaczęłam projekt Zdjęcie :p A wszystko dzięki Pani Ani z przedszkola Zojki. Na wtorek dzieci miały przynieść zdjęcia swojej rodziny. W domu mamy wywołane zaledwie kilkanaście zdjęć! Reszta w folderach na laptopie czy telefonach. Postanowienie na miesiąc październik: uporządkować i wywołać zdjęcia.



 
Czas do wieczora upłynął nam błyskawicznie, chociaż nie obyło się bez kryzysów. W takich sytuacjach plastelina jest dobra na wszystko :)


 Na szczęście po godzinie 18 Dziewczynki były gotowe do snu. Zosia przed 20 już spała, a Mania postanowiła zafundować matce dłuuuugi wieczór i zasnąć grubo po północy. Z przyczyn oczywistych więc post poniedziałkowy pojawia się dopiero dzisiaj :) Mam nadzieję, ze kolejne posty z nowościami zakupowymi pojawią się już wkrótce, oby tylko z takim opóźnieniem jak to :)
 
Do napisania!






6 komentarzy:

  1. Witam u nas pogoda też nie rozpieszcza :( Synek mój choruje już 2 tygodnie siedzimy w domu kończymy 2 antybiotyk :( Chciałabym już lata.
    Skąd jest ta piękna srebrna taca?? widać na zdjęciu kawałek laptopa i piękny bukiet.
    Pozdrawiam z podlasia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówka dla Synka! Teraz najgorszy okres chorobowy. Taca z Jysk.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Intensywnie jak zawsze u Was :) Zosia przepięknie maluje! u nas rysowanie jest przenamiętnie męczone,malowania nie lubi :(
    Czekam z jęzorem na wierzchu na wpis o zakupach z Minti :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W biegu dni mijają. Przynajmniej czas szybko nam ucieka. Wojtuś jest fenomenalny jeżeli chodzi o to rysowanie, rośnie Wam artysta!

      Wpis się robi :)

      Buziaki:*

      Usuń
  3. Kochana a co to za kwiatek ?? Mam chyba taki sam, ktory stoi na dwrzu. Paczki ma ale przy tej pogodzie to on nie zakwitnie nigdy :P Moze go do domu wstawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiaczku ten kwitnący to azalia. Ten z salonu - zamia.

      Usuń

W roli głównej suszone pomidory z żurawiną

Witajcie!   Bezapelacyjnie odkryciem ubiegłego miesiąca są suszone pomidory! Nie wiem jak to się stało, ale dopiero kilka tygodni temu,...