Witajcie!
Lada dzień wybije połowa lipca. Mam wrażenie, że tygodnie pędzą, dosłownie! W ostatnich dniach nałożyło się mnóstwo spraw do załatwienia i zrobienia. Nie byłabym sobą, gdybym nie planowała tych działań. Dzięki organizacji i planowaniu mam psychiczny komfort, że nie zapomnę o rzeczach najważniejszych i tych mniej ważnych. W każdym z działań asystują mi Dziewczynki. Zosia jest bardzo pomocna, zwłaszcza że cudownie potrafi zająć Marysię. Poza tym, Zojka najzwyczajniej w świecie lubi mi pomagać. Nie straszne jej prace w domu czy w ogródku. Póki co bawi ją to, a mnie cieszy, że "przy okazji" zaszczepiam w niej chęć pomocy i poczucie obowiązku.
Lipiec zaplanowałam bardzo pracowicie. Wieki temu usłyszałam: kiedy ręce są zajętę robotą, to głowa nie myśli o głupotach. Mocno zapadło mi to w pamięć, a przy tym zaczęło we mnie kiełkować przekonanie, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa myślenie. Pozytywne myślenie. Optymistyczne patrzenie w przyszłość. Wizualizowanie swoich celów.
Obowiązki domowe przeplatają się nieustannie z wyjazdami ale też przyjemnościami. Między zadania, z którymi przychodzi nam się mierzyć każdego dnia, wplatają się atrakcje dla Dziewczynek. Dzięki temu czas upływa nam nie tylko produktywnie, ale też miło. Należę do osób, którym praca w domu sprawia przyjemność. Wiadomo, że są rzeczy, których robić nie lubię, ale lubię widzieć efekty, które mnie zadawalają. Uwielbiam wszelkie zmiany, zwłaszcza te na lepsze. Z racji, że wciąż i nieustannie ulepszamy dom i podwórko, tych prac jest dużo. Bardzo dużo. W tym miesiącu obrałam sobie za punkt honoru:
- uporać się z rzeczami zalegającymi na strychu. 1/3 część zaplanowanych tam działań, już za mną. Przede mną przejrzenie i segregacja książek, które zalegają od ponad 30 lat! Wiem, że przepadnę w temacie. Z prostej przyczyny: kocham książki! Zanim zdecyduję, której się pozbyć, pewnie będą mnie dręczyć tysiące dylematów. Muszę jednak zrobić czystki, bo literatura rosyjska i poradniki nauczycielskie sprzed 35 lat zajmują większą część stryszku;
- zrobić porządki w garażu. Kolejny raz. Nie wiem jakie siły nieczyste to powodują, ale zamiast rzeczy ubywać, ich przybywa;
- uporządkować ogródek i działkę. Prace już trwają, ale to walka z wiatrakami, bo wciąż mnożą się punkty, które należy wykonać. Walczymy!;
- zrobić generalne porządki w domu. Nie mam tu na myśli szorowania kątów. Pragnę oczyścić naszą przestrzeń z zalegających rzeczy. Kuchnia i pokoje Dziewczynek już za mną :) Jestem niesamowicie dumna z Zosi, bo z każdym kolejnym razem, kiedy segregujemy zabawki, sama decyduje czego się już pozbywamy. To wielka chwila w życiu małego człowieka :) Niezwykle trudno wyrzucić zabawkę, która już nie nadaje się do użytku, albo odłożyć puzzle czy klocki dla innych dzieci. Uczymy się tego i idzie nam naprawdę dobrze :);
- odświeżyć pokój Marysi. Zmiana będzie jedna, ale konkretna. I mam nadzieję, że uda mi się ją zrealizować.
Za kilka dni wybije połowa miesiąca, a ja w swoich działaniach jestem gdzieś w okolicy półmetka. Pogoda sprzyja porządkowaniu, ale przede wszystkim - myśleniu. Pozytywnemu myśleniu. Nie wiem, jak Wy moi Drodzy, ale ja budząc się i widząc cudowne słońce i dobrą pogodę, nabieram sił i chęci do działania. Taki atmosferyczny kop motywacyjny :)
Do następnego!
Obowiązki domowe przeplatają się nieustannie z wyjazdami ale też przyjemnościami. Między zadania, z którymi przychodzi nam się mierzyć każdego dnia, wplatają się atrakcje dla Dziewczynek. Dzięki temu czas upływa nam nie tylko produktywnie, ale też miło. Należę do osób, którym praca w domu sprawia przyjemność. Wiadomo, że są rzeczy, których robić nie lubię, ale lubię widzieć efekty, które mnie zadawalają. Uwielbiam wszelkie zmiany, zwłaszcza te na lepsze. Z racji, że wciąż i nieustannie ulepszamy dom i podwórko, tych prac jest dużo. Bardzo dużo. W tym miesiącu obrałam sobie za punkt honoru:
- uporać się z rzeczami zalegającymi na strychu. 1/3 część zaplanowanych tam działań, już za mną. Przede mną przejrzenie i segregacja książek, które zalegają od ponad 30 lat! Wiem, że przepadnę w temacie. Z prostej przyczyny: kocham książki! Zanim zdecyduję, której się pozbyć, pewnie będą mnie dręczyć tysiące dylematów. Muszę jednak zrobić czystki, bo literatura rosyjska i poradniki nauczycielskie sprzed 35 lat zajmują większą część stryszku;
- zrobić porządki w garażu. Kolejny raz. Nie wiem jakie siły nieczyste to powodują, ale zamiast rzeczy ubywać, ich przybywa;
- uporządkować ogródek i działkę. Prace już trwają, ale to walka z wiatrakami, bo wciąż mnożą się punkty, które należy wykonać. Walczymy!;
- zrobić generalne porządki w domu. Nie mam tu na myśli szorowania kątów. Pragnę oczyścić naszą przestrzeń z zalegających rzeczy. Kuchnia i pokoje Dziewczynek już za mną :) Jestem niesamowicie dumna z Zosi, bo z każdym kolejnym razem, kiedy segregujemy zabawki, sama decyduje czego się już pozbywamy. To wielka chwila w życiu małego człowieka :) Niezwykle trudno wyrzucić zabawkę, która już nie nadaje się do użytku, albo odłożyć puzzle czy klocki dla innych dzieci. Uczymy się tego i idzie nam naprawdę dobrze :);
- odświeżyć pokój Marysi. Zmiana będzie jedna, ale konkretna. I mam nadzieję, że uda mi się ją zrealizować.
Za kilka dni wybije połowa miesiąca, a ja w swoich działaniach jestem gdzieś w okolicy półmetka. Pogoda sprzyja porządkowaniu, ale przede wszystkim - myśleniu. Pozytywnemu myśleniu. Nie wiem, jak Wy moi Drodzy, ale ja budząc się i widząc cudowne słońce i dobrą pogodę, nabieram sił i chęci do działania. Taki atmosferyczny kop motywacyjny :)
Do następnego!
