Kochani!
Za nami kolejny upalny dzień. W sieci robi się już jesiennie. Te pierwsze kadry ze świecami w tle, nieśmiało pojawiające się wrzosy i dynie. A ja, pierwszy raz od niepamiętnych czasów, pragnę by to lato jeszcze trwało. I chociaż nie znoszę upałów, a raczej bardzo ciężko je znoszę :) to wolę, kiedy Dziewczynki o siódmej rano biegają po rosie za kotami, niż w kozakach przedzierają się przez zaspy. I myślę, co zrobić, by to lato zatrzymać. Dzisiaj uplotłyśmy wianek do kuchni. Kilka gałązek bukszpanu, drucik florystyczny, moje urodzinowe kwiaty od Dziewczynek, kilka wiklinowych serduszek... Nawet Sisi załapała się na zdjęcie :)
Takiego Gościa znalazła w bukszpanie :)
Nasze dzieło zawisło w kuchni. Kształtem przypomina wianek, ale ile serca i pracy włożyły w niego Dziewczynki, to tylko ja i Pan Ślimak wiemy :)
Wiklinowe serduszka zdjęłyśmy, na potrzeby dekoracji, z girlandy świetlnej. Potrzeba matką wynalazku :)
W oknie zawisła kolejna perełka z sh. Lambrekin jest wykończony przepiękną koronką!
Pewnej jesieni robiłyśmy z Zosią wianek i kule z mchu, pamiętacie? klik Jak miło powspominać! Teraz Marysia dołączy do poszukiwania krasnoludków :)
Do napisania!