czwartek, 30 marca 2017

Nie lubię poniedziałków #13

Kochani!

Nie wierzę! Już czwartek! Od ubiegłego tygodnia cały wolny czas, po przedszkolu, spędzamy na placu zabaw. Wieczory uciekają w zastraszającym tempie, by jeszcze szybciej móc przywitać dzień...za nami ostatni poniedziałek marca, nareszcie!

 
Kawa, śniadanie, chwila planowania... I wychodzimy do przedszkola.

 
Po powrocie czeka na nas przesyłka, w tym m.in. wianuszek dla Zosi, na przedstawienie, ale przeczuwam, że będzie on w częstym użyciu.

 
Przed południem spacerujemy z moją Siostrą i Jej Synkiem, Franiem. Franciszek jest starszy od Mysi o zaledwie kilka tygodni :)

 
Drzemka Marysi, obowiązki domowe i lada moment wybiła godzina 15. Dziewczynki pałaszują obiad i ruszamy na plac zabaw  - każda swoją bryką :)


 
Powroty do domu, zabawy, śmiechy i krzyki, kąpiele, kolacje - tak wyglądają nasze wieczory.

 
Zosia każdego dnia wymienia wodę i obserwuje jak listki nieśmiało pokazują się na gałązce, którą przynieśliśmy z niedzielnego spaceru. Troska miesza się z dziecięcą ciekawością i zniecierpliwieniem "kiedy w końcu będą te liście". Uczymy się cierpliwości :)


Kiedy Dziewczynki zasypiają biorę się za obowiązki, które są zamknięciem dnia. To ostatni punkt naszych wieczornych rytuałów - uprzątnięcie kuchni, łazienki, przygotowanie ubrań  i listy zakupów na kolejny dzień, podszykowanie warzyw do jutrzejszego obiadu. Drobnostki, które w rezultacie niesamowicie ułatwiają nam funkcjonowanie każdego ranka i które umilają wieczorny odpoczynek... Można ze spokojem i poczuciem spełnionego obowiązku oddać się lekturze, wyciszyć po całym dniu, nabrać sił na jutro...
 
Do napisania! 

6 komentarzy:

  1. Radośnie i kolorowo u Was :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałoby się napisać- a kto je lubi :) Ale faktem jest, że dobra organizacja ułatwia i pomaga przeżyć nawet poniedziałki :) U nas też wieczorem podobnie, tyle, że z tym ogarnięciem, to już naprawdę różnie bywa. Kiedy Eliza była mała moja Mama zawsze na wiosnę zrywała z Nią gałązkę i czekały razem na listki :) Ach, no właśnie- cierpliwości też się trzeba nauczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często sobie powtarzam " Tylko spokój nas ratuje" coś w tym jest :) Masz rację, dobra organizacja to podstawa, pozdrawiam!

      Usuń
  3. U nas też najchętniej to by Filip tylko na placu zabaw siedział, a do niedawna nie przepadał za nimi. Serio, serio ;)

    OdpowiedzUsuń

A pod nią - nasze marzenia... Choinka

Witajcie!   Jednym z ostatnich adwentowych zadań dla Zosi była nauka wierszyka czy piosenki o choince.  Jako, że świąteczne piosenki gr...