poniedziałek, 12 października 2015

Nie lubię poniedziałków tydz. 10.

Witajcie!

Co to był za dzień! Dobrze, że już się kończy - dużo się działo, o wiele za dużo. Bardzo szybki poranek nadał tempa reszcie dnia. Mąż dzisiaj jeszcze był w domu, a ja zaplanowałam więcej, niż powinnam.

Ten październikowy poranek przyniósł nam śnieg! Szczerze mówiąc, nie przepadam za takimi widokami, zwłaszcza przy temperaturze na plusie. Śnieg toleruję w okresie okołoświątecznym - wtedy nawet mnie cieszy :P Dzisiaj mnie zszokował... Najbardziej, zadowolona, z zaistniałej sytuacji była Zosia. Jak tylko zobaczyła śnieg, aż piszczała z radości. Biegała od okna do okna i prosiła, by wyjść już na dwór :)

 
Uwielbiam te kule! Robią niesamowity klimat i rano, i wieczorem.




 
Po porannej kawie, przyszła pora na poranne obowiązki :) Miałam dzielną pomocnicę :) Zmieniłyśmy pościele, nastawiłyśmy 3 prania (z przerwami spowodowanymi brakiem prądu), wytarłyśmy kurze i podlałyśmy kwiaty.


 
Obiecałam Zosi, że po drugim śniadaniu wyjdziemy na dwór. Z okrzykami radości mierzyła ubiegłoroczne kurtki. Wybór padł na ostatni zakup - pisałam o niej tu.

 
Jeszcze w sobotę Zosia woziła na taczce liście - dzisiaj śnieg :)



Zosieńka nie odpuściła żadnej zabawce - każdą przetestowała na śniegu :)

 
Wrzosy mają się całkiem dobrze. Co chwilę zerkałam na nie, chcąc się upewnić, że to nadal jesień :)

 
Po powrocie do domu ogrzałyśmy się ciepłą herbatą i zabrałyśmy się za wyklejanki  - ostatnio, jedna z ulubionych form artystycznych Zojki.

 
Przy przygotowywaniu obiadu Zosia towarzyszyła mnie, a Zosi kredki :) Nie rozstaje się z nimi

 


 
Nadeszły nowe siły - Tata wrócił z badań okresowych. Zrobiliśmy zmianę w opiece nad Zosią. Teraz ja ruszyłam w trasę - dzisiaj miałam zaplanowaną wizytę u dentysty. Zrobiłam też zakupy na kolejne dni. W Netto upolowałam dla Koleżanki kule. Była tez piękna komoda z kolorowymi szufladkami - ale nie znalazłabym dla niej miejsca. Za to nad datownikiem myślę intensywnie do teraz :)

 
Po 17 Zosieńka pojechała z Tatą do Dziadków, a ja zabrałam się za porządkowanie kuchni. Miałam też chwilę na podszykowanie części dzisiejszego wpisu.
 
19:30 pora na kąpiel. Zosia dzisiaj spała w dzień. Jestem wierna naszym rytuałom i mimo, późniejszej drzemki, kąpanie odbywa się  mniej więcej o tej samej porze.  Od jakiegoś czasu, wcześniej organizujemy wieczorną toaletę i spędzamy część wieczoru w szlafrokach, czytając książki. Uwielbiam te chwile! Zdjęcia nie będzie ;) - w takich momentach nie rozpraszamy się aparatem czy telefonem. Te momenty to czas wyciszenia po dniu pełnym wrażeń. Czas tej wyjątkowej bliskości <3
 
 
21:30 Zosię dzisiaj kładzie Tata. Zbieram ostatnie drobiazgi z salonu i wyłączam się. Teraz pora na mój relaks. Życzę Wam spokojnego wieczoru i dobrej Nocy,
 
do napisania!
 
 

2 komentarze:

W roli głównej suszone pomidory z żurawiną

Witajcie!   Bezapelacyjnie odkryciem ubiegłego miesiąca są suszone pomidory! Nie wiem jak to się stało, ale dopiero kilka tygodni temu,...